Pielgrzymka maturzystów

Homilia Prymasa Polski abp. Wojciecha Polaka wygłoszona podczas Mszy św. sprawowanej podczas pielgrzymki maturzystów, 20 marca 2017 Jasna Góra. 

 

Józefie nie bój się wziąć do siebie Maryi!
Drodzy Współbracia w Chrystusowym Kapłaństwie,
Kochani Rodzice i Wychowawcy,
Umiłowani Maturzyści,

Jest taki dzień w Wielkim Poście, w którym co roku maturzyści przyjeżdżają na Jasną Górę. Dziś właśnie dla was ten dzień i to spotkanie, które właśnie tutaj, przed Matką Bożą Jasnogórską, ma być waszą wspólną modlitwą. Cieszę się, że jestem z wami, że w tym dniu mogę wam towarzyszyć, tutaj się z wami spotkać i razem pomodlić. Przygotowaliście się do tego spotkania poprzez nabożeństwo pokutne i spowiedź. Trwaliście przed Jezusem obecnym w Najświętszym Sakramencie. Nie wiem, jakie uczucia dziś wam, tutaj i teraz, na tej pielgrzymce, towarzyszą. Są może pośród was tacy, którzy pragnęliby, jak bohater dzisiejszej Ewangelii i dzisiejszego dnia, św. Józef, wprost w swym sercu usłyszeć słowa: Józefie nie bój się! Niosą bowiem w swym sercu jakiś strach czy lęk, i pewnie nie tylko ten przed maturą, ale może również ten, który wiąże się z pytaniem o to, co będzie dalej, co się wydarzy, jaka czeka ich przyszłość, jakie powołanie, jaki pomysł na życie, co ze mną będzie. Są może pośród was też i tacy, dla których takie pytania i takie zastanawianie się nad sobą, nie do końca ma sens. Będzie ostatecznie to, co będzie. Przecież na tak wiele spraw, tak naprawdę nie mamy w życiu wpływu. Wiele rzeczy toczy się i bez nas. Po co więc pytać? Po co szukać? Dlaczego się zastanawiać? Trzeba po prostu wziąć to, co z życia nam przypadnie, co się zdarzy, co się należy. Po co sobie łamać głowę? Ale może są tutaj także i tacy, którzy mają już sprecyzowane projekty na siebie i na swoją przyszłość. Dobrze już wiedzą co będzie i nie dopuszczają myśli o jakiejkolwiek korekcie. Podjęli już przecież swoją własną decyzję i teraz pozostaje tylko wytrwale iść do zamierzonego i wskazanego celu. Matura, to oczywiście etap, i to z pewnością ważny, ale tak naprawdę tylko jeszcze jeden punkt do wypełnienia na obranej drodze. Zdamy ją, a potem się zobaczy.

Moi Drodzy!

Nawet jeśli są to pewne szablony czy klisze, sądzę jednak, że w jakiś sposób każda i każdy z was może odnaleźć się w tych lub w podobnych pytaniach. Są one po prostu w ludzkim sercu, zwłaszcza was, ludzi młodych. W Krakowie papież Franciszek powiedział, że w ciągu lat swego biskupiego posługiwania nauczył się jednego – wiele się nauczyłem – mówił podczas pamiętnego powitalnego spotkania z młodymi – ale o jednym chcę teraz powiedzieć: nie ma nic piękniejszego niż podziwianie pragnień, zaangażowania, pasji, energii, z jaką wielu młodych ludzi przeżywa swoje życie. To jest piękne (…) To budujące – słyszeć, jak dzielą się swoimi marzeniami, swoimi pytaniami oraz swoim pragnieniem, by przeciwstawić się tym wszystkim, którzy mówi, że nic nie może się zmienić. Aby jednak ten obraz był pełny, sami mi pewnie powiecie, Moi Drodzy, że są też pośród was jednak i tacy, których – nie obrażając nikogo – można za papieżem Franciszkiem nazwać – jak wtedy mówił – przedwczesnymi emerytami. To ci młodzi – jak wskazywał papież – którzy rzucili ręcznik przed rozpoczęciem walki. Którzy się poddali, nie rozpocząwszy nawet gry (…) którzy idą ze smutną twarzą, jak gdyby ich życie nie miało żadnej wartości (…) zasadniczo znudzeni i nudni, którzy zanudzają innych. Wśród nich są również i tacy – pociągnijmy jeszcze trochę tę analizę za papieżem – którzy porzucają swoje życie w poszukiwaniu oszołomienia, czy też owego wrażenia, że żyją, wchodząc na mroczne drogi, które w końcu zmuszają do zapłaty – i to do zapłacenia wysokiej ceny. Niezależnie jednak od tego, gdzie, Moi Drodzy, dziś się znajdujecie, w którym z tych opisów możecie się trochę czy w pełni odnaleźć, spróbujcie wykorzystać ten wasz czas na Jasnej Górze, by z tymi pytaniami i wątpliwościami, z waszymi radościami i nadziejami, ale też problemami i tymi wszystkimi trudnymi sytuacjami, o których sami wiecie najlepiej, zwrócić się właśnie tutaj do Jezusa. Może też, szukając na nie w swym sercu odpowiedzi, spróbujcie najpierw posłuchać tego, co mówi nam sam Bóg. Bo przecież taka pielgrzymka przed maturą to zawsze okazja, by do głosu dopuścić właśnie Jego. Jestem na niej nie po to, by słuchać tylko siebie, swoich lęków czy pragnień, swoich własnych marzeń i wątpliwości, ale spróbować usłyszeć to, co On mi chce dziś, tutaj, powiedzieć. W tym roku, w czasie Wielkiego Postu, papież Franciszek zachęca nas właśnie do tego, by wreszcie usłyszeć Słowo Boże, by się na nie otworzyć, by je przyjąć. Mówi wręcz, że Słowo Boże jest żywą siłą, zdolną do wzbudzenia nawrócenia ludzkiego serca i do ponownego ukierunkowania ku Bogu. I jednocześnie sam jasno ostrzega, że przecież konsekwencją zamknięcia serca na dar przemawiającego Boga, jest zamknięcie serca na dar brata. Dlatego podczas jednej z minionych niedziel usłyszeliśmy, jak sam papież Franciszek rzucił, nieco paradoksalne wprost wezwanie, nad którym jednak warto chwilę pomyśleć. Ktoś powiedział – mówił papież – co by się stało, gdybyśmy traktowali Biblię tak, jak traktujemy nasze telefony komórkowe? Gdybyśmy nosili ją zawsze przy sobie albo przynajmniej małą Ewangelię kieszonkową, co by się stało? Gdybyśmy po nią wracali, gdy jej zapomnimy – kiedy zapomnisz telefonu komórkowego – wracasz, żeby go zaleźć! Gdybyśmy ją otwierali wielokrotnie w ciągu dnia, gdybyśmy czytali wiadomości Boga zawarte w Biblii, tak jak czytamy wiadomości z komórki… Co by się stało?

 Moi Drodzy!

Usłyszeliśmy przed chwilą Słowo Boże. Przychodzi do nas w tym dniu, w którym Kościół czci św. Józefa – jak mówi nam dziś Ewangelia – męża Maryi, z której narodził się Jezus, zwany Chrystusem. Tak, święty Józef, był Jej mężem. Byli już sobie zaślubieni, choć zgodnie z żydowskim zwyczajem, jeszcze nie mieszkali razem. Można sobie wyobrazić, że z jakąś tęsknotą wciąż na siebie czekali, przecież tak bardzo się kochali. Ufali sobie i pewnie nie wyobrażali sobie życia bez siebie. W tę atmosferę oczekiwania, marzeń o wspólnej przyszłości, planów, które będą razem realizować, niespodziewanie coś, a może lepiej jeszcze powiedzieć, że ktoś jednak wkracza. Wchodzi wydarzenie, które po ludzku jest nie do wytłumaczenia. Widzimy, że Ewangelista Mateusz nie usiłuje nawet tego robić. Jasno tylko stwierdza – słyszeliśmy – że Maryja znalazła się brzemienną za sprawą Ducha Świętego. Ona spodziewa się dziecka, a On nie wie, skąd Ono pochodzi. Ponieważ jest to człowiek – jak mówi nam dziś Ewangelia – sprawiedliwy, nie hoduje w swym sercu podejrzeń czy oskarżeń. Tak patrząc na Niego, papież Franciszek powiedział kiedyś, że w Ewangeliach święty Józef jawi się jako człowiek silny, mężny, pracujący, ale w jego charakterze pojawia się wielka wrażliwość, która nie jest cechą człowieka słabego – wręcz przeciwnie – oznacza siłę ducha i zdolność do zwrócenia uwagi, współczucia, prawdziwej otwartości na bliźniego, miłości. Jest jeszcze coś, co w tej trudnej – jak możemy sobie z tego ewangelicznego opisu wyobrazić – sytuacji, pozwala szerzej spojrzeć na to, co się stało. Przed nami jest człowiek, który nieustannie nasłuchuje Boga, jest otwarty na Jego znaki, gotowy wypełniać nie tyle swój, ile Jego plan.  O takim człowieku mówił dziś nam już w pierwszym czytaniu autor Drugiej Księgi Samuela. Wielkość tego człowieka, wielkość Dawida, nie polegała przecież na precyzyjnej realizacji tego, co sobie sam zamierzył, co wymyślił, do czego był zdolny. Słyszymy, że Bóg nie pragnie domu zbudowanego przez człowieka, ale wierności Jego słowu, Jego planowi. To sam Bóg buduje dom, ale z żywych kamieni naznaczonych Jego Duchem. To sam Bóg, w taki czy inny sposób, we śnie czy na jawie, ukazuje, co tak naprawdę się wydarza, o co w tym wszystkim chodzi, po co takie czy inne wydarzenie. Od człowieka zaś oczekuje tylko jednego, uwagi, na to, co jest Jego słowem i gotowości, bycia dyspozycyjnym, a więc w konsekwencji – jak Józef – by zrobić, uczynić tak, jak mu polecił anioł Pański.

Moi Kochani!

Tak się wydarzyło, że wasza tegoroczna pielgrzymka do Matki Bożej jest w tym właśnie dniu świętego Józefa. Stąd jednak, z historii Jego życia może coś przemówić także i do nas. Może nas z pewnością czegoś nauczyć, coś nam podpowiedzieć, a nawet w czymś nam pomóc. Wydaje mi się, że ta historii mówi najpierw o tym, żeby różne sytuacje naszego życia, spróbować odczytywać w świetle tego, co mówi nam Bóg. Spróbować rzucić na nie Boże światło. Uwierzyć, że Bóg ma na nasze życie zawsze najlepszą odpowiedź. W historii taką odpowiedź – słyszeliśmy – miał Bóg kiedyś dla wielkiego biblijnego króla Dawida, a wcześniej jeszcze dla wspomnianego nam w drugim czytaniu patriarchy Abrahama, człowieka, o którym napisał święty Paweł, że on wbrew nadziei, uwierzył nadziei, że stanie się ojcem wielu narodów. I tak się też stało. Taką odpowiedź miał też Bóg dla Józefa, gdy przeżywał koszmar tej trudnej nocy, w której musiał podjąć słuszną i dobrą decyzję. I taką też odpowiedź ma Pan Bóg na Twoje i moje noce i dnie. Od nas jedynie żąda, by Mu zawierzyć, by być gotowym zaryzykować, by zaufać bardziej Jemu niż samemu sobie, by okazać gotowość i wolę słuchania, przyjęcia tego, co On sam do nas mówi. Nie musisz szukać więc w jakiś zaświatach. Nie musisz odkrywać tego, co niezrozumiałe. Nie musisz zadręczać się tym, że nie wszystko rozumiesz. Trzeba zaryzykować i uwierzyć, a nawet jak Józef zamilknąć – mówi się o Nim, że to milczący święty, który nie powiedział żadnego słowa, a przynajmniej Ewangelie żadnego z Jego słów nam nie przekazały. Ale – jak to pięknie wyjaśnił kiedyś papież Franciszek i jeszcze raz ukazał o jaką postawę nam chodzi – milczenie Józefa objawia nie wewnętrzną pustkę, a więc to, że nie ma nam nic do powiedzenia, ale właśnie pełnię wiary, którą nosi w sercu i która kieruje każdą jego myślą i każdym działaniem. Jest to milczenie, dzięki któremu Józef, jednomyślnie z Maryją, strzeże Słowa Bożego, poznanego za pośrednictwem Pisma świętego, konfrontując je nieustannie z wydarzeniami z życia Jezusa; milczenie przeniknięte modlitwą, modlitwą błogosławieństwa Pana, adoracji Jego świętej woli i zawierzenia bez zastrzeżeń Jego Opatrzności.

Moi Drodzy!

 Bardzo się cieszę, że jak zawsze maturalnej młodzieży towarzyszą wasi kapłani i katecheci, rodzice, nauczyciele i wychowawcy. Są z nami, bo wam towarzyszą. Ukazując wiele razy postać świętego Józefa, papież Franciszek w jednej ze swych katechez zwrócił uwagę na Niego jako wzór wychowawcy. Mówił, że choć to prawda, że misja świętego Józefa z pewnością była wyjątkowa i niepowtarzalna, bo Ten, którego wychowywał, Jezus, jest absolutnie wyjątkowy. Istota tej misji jest jednak wciąż aktualna i dlatego możemy mówić, że święty Józef jest wzorem dla każdego wychowawcy. Jest nade wszystko wzorem jak być blisko naszych wychowanków, czyli pozwalając się im samodzielnie rozwijać, ale będąc bliskimi. Bądźcie dla nich tacy, jak święty Józef – prosił papież – bądźcie opiekunami ich rozwoju w latach, mądrości i łasce, opiekunami drogi ich życia i podążajcie wraz z nimi. I pamiętajcie, że właśnie poprzez tę bliskość staniecie się prawdziwie wychowawcami.

Moi Kochani!

Niech wstawiennictwo świętego Józefa i Najświętszej Maryi Panny, Pani Jasnogórskiej, pozwoli nam wszystkim, a zwłaszcza wam, Moi Drodzy Młodzi Przyjaciele, z jeszcze większą wiarą i ufnością zbliżyć się do Jezusa, zaufać Jego słowu, Jego drodze, którą pragnie wam wskazać i odnajdywać na niej zawsze moc i siłę, by iść odważnie, bez lęku i obaw, odkrywając to, co jest Bożym planem i Bożym zamiarem, Bożym pomysłem i Bożym marzeniem dla was, w całym waszym życiu. I niech się tak stanie. Amen.

Udostępnij naShare on FacebookTweet about this on Twitter